MARTA GRACZ

GŁOWA GORGONY (fragm.)

(...) – Nie wierzę w duchy – powiedziałam stanowczo.

– Może powinnaś – zauważył spokojnie, splatając dłonie jak do modlitwy i opierając na nich podbródek.

– Naigrywasz się ze mnie, prawda? – Pożałowałam, że w ogóle podjęłam ten temat. Miałam przeczucie, że trafiłam na zbyt inteligentnego przeciwnika.

– Bynajmniej. Wierzę w duchy – odparł bez cienia ironii. Mówił całkiem poważnie.

– Więc dlaczego nie pojawiają się w życiu tych, którzy w nie wierzą? Na przykład tobie?

– Może chcą, by takie sceptyczki jak ty w końcu w nie uwierzyły. Albo mają ci coś do przekazania.

Zastanowiłam się chwilę nad jego słowami.

– Ale co? Przecież zmarli nie mogą wpływać na świat żywych. Ich rzeczywistość jest oddzielona od naszej murem. Albo czymś innym, sama nie wiem czym. W każdym razie – na pewno się nie przenikają.

Adam rozłożył ręce i oparł je na fotelu.

– A jednak uważasz, że istnieje życie po śmierci? – zapytał.

– Nie powiedziałam, że nie wierzę – odparłam.

– Ale przecież stwierdziłaś, że duchy nie istnieją. Czy to nie to samo?

– Nie. Wierzę, że życie po śmierci istnieje. Człowiek składa się z duszy i ciała. Ciało umiera, ale dusza jest nieśmiertelna. Natomiast duchy… to coś pomiędzy – coś zawieszonego między światem materialnym a duchowym. (...)

LEGENDY ILMÓW. KSIĘGA PIERWSZA: OCZY DEMONA (fragm.)

(...) Rozmyślając o swym darze, który czasem jawił mu się jako przekleństwo, nie zauważył, że znalazł się w miejscu, w którym nigdy wcześniej nie był. Las znacznie się przerzedził. Konary drzew były pozbawione liści. W pierwszej chwili pomyślał, że może doszedł do bagien, przed którymi ostrzegała go Flin, ale podłoże nie było mokre. Po chwili spostrzegł, że jedno z drzew przemieszcza się. Przetarł ze zdumienia oczy, mając nadzieję, że to tylko majak spowodowany zmęczeniem. Jednak drzewo szło, a właściwie sunęło dalej. Rasem przystanął, łamiąc suchy opadły na ziemię konar starej olchy. Trzask łamanej gałęzi zatrzymał je. Przystanęło, jakby nasłuchując, a po chwili obok młodego mężczyzny pojawił się niski, barczysty jegomość, ubrany w dziwny strój, niepasujący do panującej ówcześnie mody. Rasem przestraszony odskoczył w bok.

— Nie bój się — usłyszał w myślach, nie rozumiejąc, w jaki sposób słyszy słowa tajemniczego mężczyzny, który w rzeczywistości nie wymawiał żadnych słów.

— Jak to możliwe? — Krzyknął. — Coś za jeden?!

— A ty? — odpowiedział pytaniem tamten, przyglądając się młodzieńcowi z lekkim rozbawieniem.

— To ja zapytałem pierwszy!

— Cóż, czasem tak bywa. Zawsze ktoś musi być pierwszy.

Rasem pokiwał głową. Dziwny rozmówca zirytował go, ale kiedy spróbował użyć na nim wizualizacji, nagle rozbolała go głowa, tak intensywnie, że zawył z bólu i chwyciwszy ją w obie dłonie, upadł na ziemię. Mężczyzna zaś równie jak tajemniczo się pojawił, w taki sam sposób zniknął. (...)

© Marta Gracz

Teksty i grafiki chronione prawem autorskim